Kilka osób przyszło dzisiaj (sobota, 12 marca) do Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze na wykład Anny Pansewicz dotyczący obozów istniejących podczas II wojny światowej na terenie dzisiejszej Kamiennej Góry.
Początkowo drugim wykładowcą miał być Jacek Trybuła z Arado, ale jego udział został w ostatnim momencie odwołany.
Ze zgromadzonych danych wynika, że podczas II wojny światowej na terenie Landeshut istniało kilkanaście różnego rodzaju obozów. O części z nich zachowały się dokumenty, o innych wiemy tylko z przekazów ustnych i to często sprzecznych. Różny był charakter obozów, od filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, po małe komanda robocze zajmujące czasem tylko jedno piętro w budynku mieszkalnym. Zdarzały się również przypadki robotników przymusowych mieszkających w domach swoich pracodawców.
Od 1940 roku w dzisiejszej Antonówce istniał obóz jeniecki. Początkowo przetrzymywanych było w nim ok. 500 Francuzów i 16 Belgów. W latach 1941-42 więzionych było w nim ok. 1500 jeńców rosyjskich, a w latach 1943-44 do Antonówki trafili Włosi.
Przy dzisiejszej ul. Nadrzecznej do dnia dzisiejszego istnieją baraki, w których podczas II wojny światowej Niemcy zorganizowali filię obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Był to nietypowy obóz, baraki były bowiem konstrukcjami murowanymi, a nie drewnianymi jak w większości tego typu obiektów. Warunki sanitarne były jednak fatalne. Podobnie jak racje żywnościowe. O poprawę życia więźniów apelowali nawet mieszkańcy Landeshut.

Na terenie miasta istniały również obozy pracy przymusowej. Jeden z nich, przeznaczony dla Żydów, istniał w byłej restauracji na górze Zamkowej. Jesienią 1943 roku Niemcy przetrzymywali w nim 200 więźniów. Według wspomnień ilość więźniów mogła dochodzić nawet do 800, ale A. Pansewicz wątpi, aby były to realne dane. W budynku nie mogło zmieścić się więcej niż 600 osób. Wiosną 1944 roku w obozie wybuchła epidemia tyfusu. Zmarło 75% więźniów i obóz został zamknięty. Z czasem w tym samym budynku uwięzieni zostali robotnicy z Polski i Białorusi. Kolejny obóz pracy istniał w pobliżu filii Gross-Rosen. Dzisiaj nie ma po nim śladu. Małe komanda robocze istniały m.in. w budynkach przy dzisiejszych ulicach T. Kościuszki i M. Fornalskiej. Zachowało się zdjęcie baraków stojących na terenie dzisiejszego stadionu przy ul. Słowackiego. Według relacji mogli w nich być więzieni Francuzi lub robotnicy z Czech i ZSRR. Według przekazów ustnych baraki stały również w pobliżu dzisiejszego Gimnazjum nr 1 przy ul. Lubawskiej. Nie ma na to potwierdzenia w dokumentach.
We wspomnieniach więźniów zachowały się informacje o brudzie i fatalnych warunkach sanitarnych panujących w obozach. Ponieważ robotnicy przymusowi mogli po pracy poruszać się po mieście, przynosili do obozów dodatkowe wyżywienie. Normalna racja w obozie Gross-Rosen to 200 gram chleba, litr kawy i litr zupy z liści. Podobnie jak w innych obozach, więźniowie chorowali na gruźlicę, mieli biegunki. Dochodziło do nieudanych prób ucieczek. Zdarzały się samobójstwa. Zachowało się również dużo relacji dotyczących wykorzystywania seksualnego nastoletnich chłopców. We wspomnieniach więźniów mowa jest o 2-3 SS-manach, którzy wybierali sobie chłopców. Dzieci były tak wykorzystywane, że rzadko przeżywały dłużej niż 2 tygodnie. Niemcy odpowiedzieli za to przed sądami.
Przed zakończeniem wojny robotnicy przymusowi pociągami ewakuowani zostali do Czech. Po 2-3 tygodniach wrócili. W nowym miejscu nie było dla nich pracy. Nie powiodła się ewakuacja filii Gross-Rosen. Kolumna nie mogła pokonać zablokowanych dróg i wróciła do obozu, w którym władzę przejęli pozostawienia na miejscu więźniowie. Za zniszczenie mienia Niemcy zabili kilkadziesiąt osób, była to tzw. "krwawa środa".
Robotnicy z obozów w Landeshut pracowali w zakładach zbrojeniowych produkujących części dla przemysłu lotniczego i okrętowego. Kobiety tkały m.in. płótno na spadochrony. O przemysłowym znaczenie miasta może świadczyć wzrost liczby ludności. Przed wojną w Landeshut mieszkało ok. 13 tys. osób. Podczas II wojny światowej liczba ta podwoiła się.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze