Ta trasa Anathemy należy do jednej z dziwniejszych pod względem setlisty. Twórcy ?Judgement? czy ?Alternative 4? postanowili bowiem ograniczyć się do ostatnich, ?progresywnych? płyt, do tego większy nacisk kładąc na właśnie promowaną i niezbyt udaną ?Distant Satellites?.
Krakowscy organizatorzy również dali ognia tym razem umiejscawiając wydarzenie w niezbyt przychylnej do odbioru tego typu koncertów wrocławskiej Hali Orbita. Ja wiem, że to wynika z sentymentu do Hali Wisły, w której Rock Serwis z uporem maniaka przez ostatnich 20 lat puszczał wszystko, co się tylko dało, ale to już nie ta epoka ? rock zszedł do klubów. Takich z np. obficie zastawionymi barami i dobrą akustyką (a nie z jednym automatem do kawy, który był na całą Orbitę wyłożoną koszmarnym, blaszanym dachem, od którego wszystko się odbija).

Do tego nie oszukujmy się ? frekwencyjnie szału nie było i nawet zapowiedziany przez zespół specjalny set, który będzie miał miejsce jedynie we Wrocławiu niewiele tu pomógł. Klubowe granie to jednak podstawa.
Te czasy, kiedy Porcupine Tree rozgrzewało przed Dream Theater, a następnie Anathema przed Porcupine Tree też się niestety skończyły. Supportem była efemeryda Rush z Red Hot Chili Peppers zwana Mother"s Cake. Dźwięki dosyć męczące i mało oryginalne.

Techniczni pozamiatali ze sceny graty Mother"s Cake i oczom naszym ukazał się nowy sprzęt Anathemy. Doinwestowali ? dwa zestawy perkusyjne, trzy klawiszy, doskonałe światła. I zwraca się to w rewelacyjny sposób, bo zespół teraz brzmi i wygląda naprawdę przepotężnie. Progresywna machina przedstawiająca muzyczno-wizualny spektakl.
Na początek obydwie części ?The Lost Song? z ?Distant Satellites?, a potem powrót do przedostatniej i na szczęście bardzo udanej ?Weather Systems?. Do muzyki tak fajnej, że nawet w odhumanizowanej hali sportowej zrobiło się po prostu przytulnie. Z ?WS? tego wieczora pojawił się jeszcze ?The Beginning And The End? ? bodajże jedyny utwór z aktualnego okresu działalności Anathemy, który spokojnie mógłby się znaleźć na którejś z kultowych płyt z lat 90.

Można nie lubić ?Distant Satellites? za całokształt, ale przyznać trzeba, że takie ?Ariel? czy ?Anathema? na żywo ma zupełnie inny odbiór. Nie wspominając już o utworze tytułowym, odegranym zupełnie inaczej niż na płycie i nagle w ten sposób z płaskiego gniota dało się zrobić prawdziwego, elektronicznego wymiatacza w stylu Archive (zresztą to samo ?Closer?, który zawsze kojarzył mi się z Radiohead).
Po zasadniczej części koncertu zaczęła się ta dodatkowa. Nie wiem, ale ludzie którzy kupili bilety do Warszawy, czy do Krakowa powinni w tym momencie poczuć się przynajmniej zrobieni w jajo. Ja w każdym razie, gdyby w taki sposób zakończyli występ miałbym generalnie duży niedosyt.
Bo to nawet nie chodzi o te trzy utwory z ?Judgement? czy dwa z ?Alternative 4?, które do tej pory grali nader często ? ale Wrocław dostał ?A Dying Wish? i ?Sleepless?, które już nie są takie oczywiste. Do tego udało im się to odtworzyć z wielkim i stricte metalowym wykopem, jak za dawnych lat, tyle że? jeszcze lepiej.
Za rok Anathema powróci z serią specjalnych koncertów z okazji swojego 25.lecia, pojawią się specjalni goście i utwory. Jeżeli ten bis był namiastką przyszłej trasy ? strach się bać, będzie się działo.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze