Reklama

Powrót z Żytomierza: przystanek 2. ? Lwów

Jadąc od Żytomierza do Polski przejeżdża się przez Lwów. Jak co roku, tak i tym razem zatrzymaliśmy się w tym kresowym mieście, które na przełomie XIX i XX wieku było stolicą autonomicznej Galicji i Lodomerii. Zaczęliśmy od rzeczy przyziemnych, najpierw był obiad w dobrze znanej wolontariuszom sieci restauracji „?????? ????” serwującej dania kuchni ukraińskiej, potem zakwaterowanie i przede wszystkim prysznic w hotelu, tego samego, w którym w maju mieszkali pracownicy szkoły podczas wycieczki do Lwowa. [Przy okazji informuję ewentualnych zainteresowanych, że koszty pobytu we Lwowie pokrywaliśmy ze swoich prywatnych pieniędzy!]

 

Po godz. 18 pojechaliśmy do centrum miasta. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wejścia na Wysoki Zamek, skąd podziwialiśmy panoramę miasta, potem przeszliśmy w rejon rynku. Lwów wieczorem prezentuje się bardzo atrakcyjnie: mnóstwo spacerujących turystów z różnych krajów, w tym oczywiście wielu Polaków, zabytki pięknie oświetlone, ogródki kawiarniane pełne gości. Ktoś z naszych wolontariuszy słusznie porównał klimat tego miasta do wieczorów w Krakowie. W stosunku do mojej pierwszej wizyty we Lwowie w 2000 roku, przyznaję z przyjemnością, iż Lwów bardzo się zmienił, staje się podobny do innych starych miast Europy. Do hotelu wróciliśmy dopiero przed północą.

Reklama

W środę, 19 lipca mogliśmy spać niezwykle długo, bo prawie do godz. 9, a potem ruszyliśmy na zwiedzanie Lwowa noszącego zaszczytne miano „SEMPER FIDELIS TIBI POLONIAE” [„ZAWSZE WIERNY TOBIE POLSKO”].

Zaczęliśmy od zapalenia zniczy pod pomnikiem na Wzgórzach Wuleckich, gdzie latem 1941 r. Niemcy rozstrzelali ponad czterdzieści osób - profesorów wyższych uczelni oraz członków ich rodzin. Wzniesiony z inicjatywy władz Wrocławia w 2011 r. pomnik ma silną wymowę. Przedstawia bramę z bloków kamienia symbolizujących dziesięć przykazań, blok V [„nie zabijaj”] jest nieco wysunięty i stwarza zagrożenie dla stabilności całej konstrukcji...

Reklama

Najważniejszym punktem zwiedzania był cmentarz na Łyczakowie – najstarsza i najważniejsza nekropolia Lwowa i jeden z najważniejszych polskich cmentarzy. Czwórka najmłodszych wolontariuszy była tu pierwszy raz, dla pozostałych to kolejna wizyta w tym miejscu. Przy grobie Marii Konopnickiej odśpiewaliśmy [jak zawsze] „Rotę”. Przy mogile Władysława Bełzy, autora „Katechizmu polskiego dziecka”, Ewa Bienias i Adaś Żmudziński przeprowadzili słynny dialog „Kto ty jesteś?”. Chwilę zatrzymaliśmy się przy grobach Gabrieli Zapolskiej i Konstantego Ordona [tego z mickiewiczowskiej „Reduty”]. Znaleźliśmy również grób „Panien benedyktynek obrządku łacińskiego”, których następczynie po II wojnie musiały uciekać ze Lwowa i znalazły nowe miejsce dla siebie w Krzeszowie [po południu dotarliśmy też od dawnego ich klasztoru, który obecnie zajmują grecko-katolickie siostry studytki]. Korzystając z bardzo dobrej książki - przewodnika po cmentarzu, bez problemu dotarliśmy do wielu innych grobów sławnych Polaków oraz do kwater powstańców listopadowych i styczniowych.

Sporo czas spędziliśmy na Cmentarzu Obrońców Lwowa, nazywanym też Cmentarzem Orląt, który jest szczególnie ważną częścią łyczakowskiej nekropolii. Oddaliśmy cześć „bohaterom, poległym w obronie Lwowa i Ziem Południowo-Wschodnich”, jak głosił przedwojenny napis na Płycie Pięciu z Persenkówki [dziś tekst jest inny, bardziej do przyjęcia przez obecnych gospodarzy Lwowa: „Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę”]. Na wybranych grobach, w tym u „Zadwórzaków”, zapaliliśmy ostatnie ze 120 zniczy przywiezionych na Ukrainę z Lubawki.

Reklama

Na Łyczakowie spędziliśmy ponad trzy godziny, więc potem był szybki obiad, nieco zwiedzania, oczywiście czas wolny na zakupy i o godz. 19 rozpoczęliśmy wędrówkę do domu. Odprawa na przejściu granicznym ?????????-Korczowa nie trwała zbyt długo, bo tylko trzy i pół godziny... Na lubawski rynek dojechaliśmy we czwartek, 20 lipca po godz. 8 rano.

Mam nadzieję, że trwałym efektem naszego pobytu na Ukrainie będzie nie tylko uporządkowanie wielu grobów na Cmentarzu Polskim w Żytomierzu, ale także świadomość młodych wolontariuszy o tym, czym są Kresy, jak ważna jest ich rola w historii Polski i pamięć o tych, którzy spoczywają w mogiłach, na dziś ukraińskiej ziemi, od Bykowni po Łyczaków.

Reklama

Opiekun lubawskich wolontariuszy VIII edycji Akcji  „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”:
Paweł Kasprzyk

Czytaj również: Powrót z Żytomierza: przystanek 1 „Polskie Termopile”

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo powiatowa.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama