Dzisiaj (środa, 9 grudnia) w lubawskim urzędzie odbyła się konferencja prasowa poświęcona skoczni narciarskiej w Lubawce. Według burmistrz Ewy Kocemby skocznia może być taką atrakcją jak olimpijski obiekt w norweskim Lillehammer.
Podczas konferencji przypomniana został historia aktualnego remontu. Decyzja o organizacji zawodów i uzyskanie dofinansowania w wysokości 140 tys. zł z budżetu Urzędu Marszałkowskiego zapadła w listopadzie.
Według pierwszej wersji miał być przeprowadzony remont drewnianej konstrukcji. Przeprowadzona ekspertyza, przez osobę oceniającą skocznię od 5 lat, wskazywała na konieczność wymiany 50% konstrukcji. Oszacowany koszt to 150 tys. zł. Stan skoczni był oceniany co roku. Co roku prowadzono też remonty za ok. 10 tys. zł rocznie. Nie były to jednak prace wystarczające. Ocena przed zawodami jest również bardziej szczegółowa, stąd tak duży zakres koniecznych prac. Podany koszt dotyczy tylko najazdu i wieży startowej.
Po analizie postanowiono przebudować skocznię. Uzyskano pozwolenie od Lasów Państwowych na korzystanie z dróg leśnych i rozpoczęto tworzenie nasypu, na którym znaleźć się miał najazd i wieża startowa. E. Kocemba przyznaje, że nikt nie sprawdził własności działek. Burmistrz sądziła, że jest on zgodny z linią lasu. Okazało się, że nasyp zajął część sąsiednich, należących do Lasów Państwowych, działek i prace zostały wstrzymane. Według Łukasza Prochackiego, dyrektora MGOK, prace ziemne nic nie kosztowały. Wykonane zostały w ramach barterowej umowy m.in. za reklamy podczas zawodów. Budowa ziemnego najazdu miała być niewiele tańsza niż drewnianego. Byłby on jednak trwalszy.
Powrót do koncepcji drewnianego najazdu oznacza konieczność wydania 150 tys. zł. Nie są to jednak wszystkie koszty przygotowania obiektu. Urzędnicy nie podali ile mogą one wynieść. Burmistrz twierdzi, że np. ustawienie wieży sędziowskiej może być bezpłatne. Nowa, drewniana konstrukcja skoczni ma pozwolić na jej eksploatacje przez 10-12 lat.

E. Kocemba podkreśliła, że w poprzednich latach nie podchodzono do skoczni z należytym pietyzmem, nie unormowano sprawy gruntów, nikt nie miał pomysłu na wykorzystanie obiektu. Burmistrz uważa, że nawet przy bezśnieżnych zimach, skocznia w Lubawce może stać się produktem lokalnym i wizytówką gminy. Będzie przyciągać jak obiekt w norweskim Lillehammer (przypomnijmy: rozegrano na nim skoki podczas Olimpiady Zimowej, regularnie odbywają się konkursy Pucharu Świata). Na realizacje swoich pomysłów burmistrz potrzebuje 12-15 lat. W tym czasie uporządkowana ma być sprawa gruntów, zbudowany nowy najazd, mała skocznia oraz zamontowane naśnieżanie. Na takim obiekcie miałyby być rozgrywane regularnie zawody m.in. w ramach cyklu Lotos Cup. W tym miejscu ma, według E. Kocemby, powstać kompleks na miarę XXI wieku.
Ponieważ planowane prace mają kosztować 150 tys. zł nie musi być na nie ogłaszany przetarg. Gmina rozesłała już zapytania do 5 firm. Część prac wykonują pracownicy MGOK.
W tej chwili najważniejsze jest przygotowanie dużej skoczni do zawodów zaplanowanych na połowę lutego. Wiosną urzędnicy wrócą do tematu małej skoczni. Na razie nie znaleźli żadnej dokumentacji tego obiektu. Jest szansa na pozyskanie z Urzędu Marszałkowskiego dofinansowania do zatrudnienia trenerów. O szczegółach urzędnicy nie chcieli jednak dzisiaj rozmawiać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze