Reklama

Fish w Wałbrzychu

Przetarłem oczy ze zdziwienia na informację o koncercie legendarnego wokalisty Marillion w Wałbrzychu. Ale taka jest ostatnio tendencja w branży ? zespoły, które z reguły zapełniają kluby, wolą zagrać więcej razy, za to w mniejszych miastach, gdzie ich przyjazd jest prawdziwym wydarzeniem, a nie tylko kolejnym, rutynowym epizodem na trasie. Polski odcinek tour Fisha "2013 objął rekordową ilość występów, bo było ich aż osiem, a kilka z nich odbyło się w tak egzotycznych miejscach, jak Rzeszów czy Wałbrzych właśnie.


Zresztą od początku po komentarzach, setlistach i relacjach z trwającej "Moveable Feast Tour 2013" wiadomo było, że Fish jest w doskonałej formie, gra tylko dobre sztuki i w Wałbrzychu nie może być inaczej.

Na wejściu do Hali Aqua-Zdroju (rewelacyjny obiekt, ale o tym za chwilę!) przywitała nas Tara ? córka Fisha prowadząca kramik z płytami, koszulkami i innym merchem. Obłowiłem się w parę ciężko dostępnych w sklepach tytułów, w tym w najnowszy album Artysty Ryby, który oficjalnie ukaże się gdzieś w 2014 roku. "A Feast Of Consequences", ogrywany na tej trasie, to bezsprzecznie jedna z najlepszych płyt w jego dyskografii. W połowie concept-album opowiadający o I-szej Wojnie Światowej z perspektywy wspomnień obydwu dziadków Fisha. Muzycznie ta opowieść bardzo mocno osadzona jest w realiach twórczości Pink Floyd i solowych dzieł Rogera Watersa, co tylko wzmacnia jej potencjał. Oprócz promocji nowego wydawnictwa, wiadomo także było, że usłyszymy mnóstwo marillionowej klasyki i najlepszych momentów z płyt z lat 90-tych. Więc czeka nas możliwie najlepszy zestaw utworów, jaki tylko można sobie wymarzyć.

Nowego, wałbrzyskiego obiektu, na którym odbył się koncert, inne miasta (w tym Wrocław!) mogą jedynie pozazdrościć. Nowoczesna, duża, przestrzenna hala z dobrą akustyką, czego chcieć więcej ? było, jak w Europie. Impreza spotkała się ze sporym zainteresowaniem, przebyło na nią kilkaset osób, co tylko utwierdza w przekonaniu, że warto inwestować w takie przedsięwzięcia w Wałbrzychu, który widać jest ich jeszcze bardzo głodny.

Parę minut po godzinie 20-stej na scenę wkroczyli: Fish, Robin Boul (gitara), Gavin Griffiths (perkusja), Steve Vantsis ( gitara basowa) i Foss Paterson (tak, ten sam od Camel ? oczywiście za zestawem klawiszy). Zaczęli od ?Perfume River?, który od razu i prawidłowo skojarzył się z ?Shine On You Crazy Diamond?, potem był utwór tytułowy z najnowszej płyty i to na co wszyscy czekali, czyli ?Przepis na błazeńską łzę? z pierwszego, klasycznego już albumu Marillion z 1983 roku. Tego wieczoru doczekaliśmy się jeszcze nr 2 z ?jedynki? czyli ?He Knows You Know?, z ?dwójki? czyli ?Fugazi? był podzielony na dwie części (a w środku dwa największe przeboje z albumu ?Internal Exile? - ?Credo? i ?Tongues?) ? ?Assassing?. Fenomenalnie zabrzmiał ?White Feather? z ?Misplaced Childhood?, a na bis był singlowy ?Freaks?. Trochę szkoda, bo przecież w tym miejscu mogły zabrzmieć takie ?Kayleigh? czy ?Lavender?, ale nie można mieć wszystkiego. W ogóle bardzo cieszący jest fakt, że Fish na ostatnich trasach wraca do tego repertuaru ? na jego występach, które oglądałem ponad dekadę temu, o takich skokach w przeszłość można było tylko pomarzyć.

Drugą połowę wieczoru zajęła prezentacja koncepcyjnej części ?A Feast Of Consequences?. Oczywiście, najpierw prawie dwumetrowy Szkot opowiedział historie związane z nagrywaniem płyty, z wyprawą do Francji, gdzie obejrzał pozostałości po okopach i walkach I Wojny, w której walczyli jego przodkowie i wreszcie wspomnienia o samym dziadku-górniku, który do końca życia nosił w sobie traumatyczne, wojenne wspomnienia. Tym razem powróciły klimaty płyt ?The Wall? Pink Floyd i ?Amused To Death? Rogera Watersa. Jeśli igranie z floydami było zamierzone (a wszystko wskazuje na to, że tak), to Fish i jego załoga popełnili pod tym względem mistrzostwo świata. Zazwyczaj zespołom, które biorą się za takie granie wychodzi marny plagiat, a oni wprowadzili zupełnie nową jakość w te stare, bo sprzed 30-40 lat brzmienia.

Po godzinie i 40 minutach Fish wyszedł z Krupnikiem w ręku pożegnać się z publicznością przy dźwiękach ?The Company? ? ?pijackiego? hitu z pierwszej, solowej płyty. To był wyjątkowy show, mimo kilku technicznych wpadek wszystko wyprodukowane i zagrane było perfekcyjnie. Wielkie dzięki dla pana Grzegorza z agencji Aplauz za zorganizowanie wizyty Fisha w naszych rejonach Dolne Śląska. Bo jest dla kogo tutaj robić takie koncerty.

Zdjęcia z koncertu zobaczysz tutaj

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo powiatowa.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama