Wszystko się wyjaśniło. Headlinerem Brutal Assault 2014 będzie Slayer. Legenda, klasyk, jeden z najważniejszych zespołów w dziejach muzyki? Mało powiedziane. Pamiętajcie, że jeszcze tylko do końca kwietnia można nabyć karnety po niższej cenie.
Poniższy felieton powstał na specjalne zamówienie pewnego ?pisma? z gatunku popkultury i fantastyki. Nigdy się w nim nie ukazał z przyczyn do tej pory niejasnych. Za to portal Rockmetal.pl przyjął go na swe łamy z największą rozkoszą. Zapraszam do lektury.
"Slayer Illusion"
Piekielna otchłań, a na jej dnie stosy zmasakrowanych trupów. Dookoła walają się ludzkie szczątki, a w tle płynie rzeka krwi. Na południu od nieba władzę sprawuje sam Książę Ciemności zasiadający w lektyce podtrzymywanej przez seryjnych morderców, zbrodniarzy wojennych, całą masę psychopatów, wśród których z pewnością znajdzie się kilku duchownych, polityków i paru możnych tego świata. Przy nieludzkich dźwiękach, które dalekie są od harmonii chwalącej chrześcijańskiego Boga, wzrasta bardzo niezdrowo seksualne, sadystyczne podniecenie, kiedy to ostatniego namaszczenia udziela ksiądz-albinos dzierżący w rękach zakrwawioną biblię pełną kłamstw. Postacie w maskach wykonanych z ludzkiej skóry uprawiają na przemian nekrofilię i kanibalizm, a Anioł Śmierci właśnie bawi się w chirurga. Czy to jakiś nieznany obraz Hieronima Bosha, opis sennego koszmaru, a może to po prostu nasza chora rzeczywistość nakręcana okrucieństwami wojen (obozy koncentracyjne?), aktami terroru, morderstwami? Nie. To tekstowa i wizualna estetyka największego i najbardziej kontrowersyjnego zarazem zespołu w dziejach amerykańskiego metalu. Zespołu z jednej strony zakazanego, znienawidzonego przez zakłamanych obrońców moralności, a z drugiej nie mającego fanów - ale wyznawców, którzy żywcem na skórze wyżynają sobie żyletkami logo - Slayer.
"Zespół malowany krwią"
Na starego, poczciwego Slayera przez 35 lat kariery wylano wiadra pomyj i bezzasadnych oskarżeń. W tym tych najpoważniejszych - o promowanie satanizmu w jego najbardziej prymitywnej formie (tego w pakiecie z dewastowaniem cmentarzy i ze znęcaniem się nad zwierzętami), o propagowanie poglądów III Rzeszy czy o doprowadzenie do samobójstwa dwójki nastolatków. Wszystkie te zarzuty zaczynają wyglądać nieco groteskowo, jeśli bliżej przypatrzymy się autorom tego przedsięwzięcia: basista i wokalista Tom Araya jest katolikiem, gitarzysta Jeff Hanneman ma niemieckie korzenie i jest kolekcjonerem wszelakiej maści militariów z czasów II Wojny Światowej, a drugi gitarzysta Kerry King to zacięty obrońca wolności słowa i amerykańskiego stylu życia (który się ostatnio nieco zdewaluował).
Dlaczego Slayer odniósł tak wielki sukces i zagościł w świadomości milionów fanów metalu na całym świecie? Po pierwsze, jak każdy wielki zespół trafił w swoje miejsce i czas (Stany lat 80 i ich Zachodnie Wybrzeże - kolebka thrash metalu), a po drugie w 1986 roku na albumie "Reign In Blood" poszedł krok dalej niż ktokolwiek inny wcześniej, ustanawiając zupełnie nową jakość w muzyce, zmieniając o 180 stopni myślenie o metalu. Tym samym o lata świetlne wyprzedził swoich protoplastów pokroju Black Sabbath, Judas Priest czy Iron Maiden, ba, wyprzedził nawet urzędującą konkurencję, jak Metallica czy Megadeth - bo nigdy nie zrezygnował z ciężkiej i undegroudowej otoczki typu bluźniercze teksty i okładki płyt, nie odszedł od grania ekstremalnego thrash metalu, który z wiadomych powodów będzie się na zawsze trzymał z daleka od nagród przemysłu muzycznego i światowych list przebojów. A mimo to Slayer darzony jest przez fanów gatunku o wiele większym kultem i uwielbieniem niż Metallica i Megadeth razem wzięte.
Obwinianie Slayera o wszelkie zło tego świata jest śmieszne z jeszcze kilku innych powodów. Po złotych czasach kariery grupy, które przypadły na lata 80, po Slayerze powstały zespoły, które naprawdę działały niczym organizacje przestępcze przyczyniające się do zabójstw czy aktów terroru - wystarczy wspomnieć chociażby norweską scenę blackmetalową pierwszej połowy lat 90. W tym samym czasie inne amerykańskie gwiazdy pokroju Trenta Reznora (Nine Inch Nails) czy Marilyna Mansona już do granic możliwości wypaczyły granicę kontrowersji czy dobrego smaku w brutalizowaniu za pomocą rocka kultury popularnej. A Slayer? Tutaj nigdy nie było nawet większych ekscesów związanych z narkotykami czy z demolowaniem pokoi hotelowych, a wszyscy panowie z zespołu prowadzą nader uczciwe, spokojne i rodzinne życie.
"Nie ma litości"
Pierwszy album Slayera, zatytułowany "Show No Mercy", swoją premierę miał w 1983 roku, a jego patronem był Szatan. Ale taki Szatan żywcem wycięty z komiksów, "Biblii" LaVeya czy z dwóch pierwszych albumów Anglików z Venom. Czyli przerysowana, groteskowa kreatura z kozim łbem, uzbrojona w ogień, miecz i pentagram.
Zło nie ma żadnych granic. Wypełnia je żądza nienawiści uzbrojona w topory, furię i siłę. Trwa walka o to, by światem zapanował chaos, a do czarnych zastępów zaprzęgnąć coraz to nowe dusze. Jeńcy nie są brani, a niezliczone straty nikogo nie dziwią. Aniołowie padają trupem od mieczy żołnierzy piekieł, ku wielkiej uciesze Szatana, który triumfuje i niezmiernie cieszy się, gdy wypełniana jest jego wola. Trwa walka na śmierć, z której ludzkość już się nie odrodzi. Świat czeka już tylko na nadejście Antychrysta, który przyniesie totalną zagładę.
Taki oto naiwny, nieco dziecinny i żywcem wycięty z horrorów klasy B przekaz zawiera z grubsza płytowy debiut. Może i dziś taka poetyka brzmi niezbyt poważnie, ale pamiętajmy, że to początek lat 80. Aby zaistnieć należy szokować, wzbudzać kontrowersję, chociażby poprzez zdefiniowanie nazwy Slayer jako skrót od "Satan Laughs As You Eternally Rot" - "Szatan się śmieje, kiedy gnijesz wiecznie".
Jedynym odstępstwem od reszty utworów jest militarny "The Final Command", w którym nie ma ani słowa o Szatanie, ale za to już bezpośrednio padają słowa "Blitzkrieg tactics of the German command. Born with the power of God in his hand", które wprost można odczytać jako pochwałę niemieckiej armii, a urodzony z bożą mocą w ręku, to nikt inny jak? No właśnie. Warto wspomnieć, że słowo "Bóg" również pojawia się na tej płycie pierwszy i ostatni raz.
Drugi album, "Hell Awaits", który zawierał już trochę dojrzalsze, dłuższe, bardziej złożone kompozycje, nadal tekstowo utrzymany był w stricte satanistycznej tematyce, ale ona również rozwinęła się - bardziej w stronę liryk Duńczyka Kinga Diamonda, wtedy jeszcze grającego w szeregach Mercyful Fate - czyli powoli wychodzimy z wojny z Szatanem, który wraz ze swoją armią łupie wszystko dookoła, ale nadal podążamy sennym koszmarem w stronę czarnych mszy i piekielnych otchłani.
Na "Hell Awaits" Slayer po raz pierwszy i nie ostatni w swojej karierze sięgnął po temat nekrofilii. Chodzi oczywiście o utwór "Necrophiliac", którego akcja zaczyna się w kostnicy i traktuje o "Relentless lust of rotting flesh" - czyli wprost o gwałcie dokonanym na zwłokach służebnicy Szatana. Po dosyć bezpośrednim opisie całego procederu ("I feel the urge the growing need to fuck this sinful corpse. My tasks complete the bitch"s soul lies raped in demonic lust"), jednak wkurzony Lucyfer postanawia się zemścić na dewiancie za jego czyn i zabiera jego duszę nie gdzie indziej i dalej, jak do samego piekła (przewidywalne?).
"Bez znieczulenia"
Wszystko zmienia się na trzecim albumie, którym Slayer wychodzi ze świata thrashu, diabła, białych adidasów i podartych dżinsów w stronę grania jeszcze cięższego i szybszego, formą zahaczającą o rodzący się dopiero death metal. O tym, jaką rolę na zmianę obranego kursu wywarł producent Rick Rubin, należałoby napisać osobny artykuł. W każdym razie w 1986 roku zespół zmienia oblicze metalu. Tego metalu.
"Angel Of Death" to chyba najbardziej znany utwór grupy, monument, pomnik wystawiony ofiarom holocaustu i doktorowi Mengele, który właśnie jest tytułowym Aniołem Śmierci. Przez lata źle odczytywany jako pochwała nazizmu, a przecież traktujący o prawdziwych, historycznych wydarzeniach, które jeszcze tak niedawno temu miały miejsce w samym sercu cywilizowanego świata.
Rzecz ma miejsce w Auschwitz - największym hitlerowskim obozie koncentracyjnym, w którym w bestialski i cyniczny sposób zamordowano (jak podają różne źródła) do kilku milionów ludzi. Nazistowski lekarz dr Mengele z namaszczeniem na terenie obozu przeprowadza serie niehumanitarnych eksperymentów na ludziach.
Tak więc witamy w Auschwitz. Zanim zmyjemy z was życie pod naszymi prysznicami, poznacie znaczenie słowa ból, jako króliki doświadczalne Anioła Śmierci. Aryjskiego rzeźnika i sadystycznego chirurga zagłady.
Mamy tutaj szereg atrakcji, jak testy temperatury, które spalą wasze ciała lub dla odmiany połamią kości od zimna. Albo trumnę wypełnioną lodowatą wodą czy też operacje bez znieczulenia. Wy wybrakowane egzemplarze bez pożytku dla ludzkości będziecie wrzeszczeć aż do śmierci, by potem trafić do zbiorowych grobów, w których już są miliony takich jak wy.
"Angel Of Death" to tak naprawdę pierwszy poważny tekstowo utwór Slayera. Bo po co pisać o piekle czy źle wyimaginowanym, jeśli na Ziemi można zaznać jak najbardziej realnego.
Wydany dwa lata później krążek "South Of Heaven" okazał się wielkim zwrotem akcji. Kiedy wszyscy oczekiwali kontynuacji kierunku obranego na "Reign In Blood", Slayer zaskoczył albumem bardzo mrocznym, wolnym, niemal w klimatach klasycznie heavymetalowych (o czym świadczy np. zamieszczony na nim cover Judas Priest).
Tekstowo po kolejnej, "boshowskiej" wizji piekła w utworze tytułowym, dostajemy dwie wyróżniające się opowieści: pierwszą o aborcji ("Silent Scream") z punktu widzenia płodu, drugą wojenną ("Mandatory Suicide") z perspektywy żołnierza - kule latają, co chwila ktoś pada martwy lub okaleczony. Krzyki bólu, eksplodujące miny, snajperzy i dziecięce zabawki walające się po pustych ulicach miast. A w tle jak zawsze: kłamstwa, polityka i cynizm.
"Czerwona psychoza"
Na swoim czwartym albumie Slayer wszedł na poważne tematy społeczne, do których z większym lub mniejszym powodzeniem wracał, ale prawdziwe magnum opus miało dopiero nadejść - na pierwszej wydanej w latach 90 płycie, zatytułowanej "Seasons In The Abyss", znalazł się utwór "Dead Skin Mask" - mrożąca krew w żyłaś opowieść o amerykańskim seryjnym mordercy Edzie Geinie - tak, tym samym Edzie, którego postać zainspirowała powstanie filmów takich, jak "Psychoza", "Milczenie owiec" czy "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Ed Geine preparował ludzkie ciała - robił z nich obicia foteli, abażury lamp, pasy, stroje, czaszkami ozdabiał łóżko, a z maski wykonane z ludzkich twarzy wieszał na ścianach.
Sen, w którym tańczę z umarłymi sprawa, że pokusa jest nie do wytrzymania. W głębi szalonego umysłu fantazja staje się rzeczywistością. Dobrze, że przyszłaś, zostań na chwilę, nie będę cię długo zatrzymywać. Tylko dotknę palcami twojej skóry, twojej już martwej, ale nadal ciepłej skóry. Czuję się wielki, rośnie moje ego, gdy zakładam na głowę maskę wykonaną z twojej twarzy.
Wydany w 1994 roku album "Divine Interwention" opowiadał z kolei dwie kolejne biografie. Reinharda Heydricha i Jeffreya Dahmera. Ten pierwszy to tzw. Kat Pragi lub Archanioł Zła. Zagorzały nazista, autor akcji "Tanneberg", w wyniku której zamordowano ok. 20 tys. Polaków, autor prowokacji gliwickiej, współautor "Ostatecznego rozwiązania.". Zgładzony w wyniku zamachu w Pradze w 1942 roku. Drugi to seryjny morderca, dewiant seksualny, który zamordował w sumie 17 osób, ćwiartował zwłoki i przechowywał w domowej lodówce.
Był to okres, kiedy Slayer zaczął zjadać swój własny ogon, zarówno muzycznie, jak i tekstowo - śpiewanie o Szatanie nie było modne od lat 80, a historie o nazistowskich zbrodniarzach i seryjnych mordercach przestały już szokować. Jednak Slayer powrócił do tej tematyki dokładnie 15 lat później na płycie "World Painted Blood": wtedy bohaterami mrocznych opowieści zostali: Andriej Czikatiło - kolejny seryjny morderca, tym razem działający w ZSRR, winny śmierci ponad 50 osób, pokazany w filmach "Obywatel X" i "Morderca ze wschodu". Elżbiety Bathory przedstawiać chyba nie trzeba - węgierska księżna na stałe weszła w kanony popkultury, jako wampirzyca biorąca kąpiele we krwi dziewic. I osławiona Jednostka 731 - japońska struktura naukowa z czasów II WŚ, która eksperymentowała z bronią biologiczną i chemiczną na ludziach, uwieczniona w serii filmów "Laboratorium Diabła".
"Bóg nas nienawidzi"
Ale tymczasem jest początek nowego wieku, a Slayer potrzebuje napływu "świeżej krwi" i pomysłów. A te nadeszły dokładnie 11 września 2001 roku, kiedy to w momencie, gdy płonęły wieże World Trade Center - swoją premierę miał album "God Hates Us All" - "Bóg nienawidzi nas wszystkich".
"God Hates..." to tak naprawdę concept album - widniejąca na okładce zakrwawiona biblia w zasadzie z miejsca mówi, o czym ta płyta jest. A jest o religii. Już nie tylko zresztą o chrześcijańskiej, ale o każdej, która ogłupia, jest źródłem zła, wojen, terroryzmu, prowadzi do chorób psychicznych. Rozprzestrzenia się jak wirus, jest tykającą bombą, zagrożeniem dla ludzkości. Jeśli Bóg istnieje, to z pewnością nas nienawidzi i zsyła nam śmierć.
Płyta okazała się wielkim powrotem grupy na "salony". Ale to już inny Slayer - to już legenda, dinozaur gatunku, który chce zabierać głos w bardzo poważnych sprawach. Podtrzymano tę koncepcję na wydanym w 2006 roku albumie "Christ Illusion".
Witamy już nie w Auschwitz, a w 2006 roku w Ameryce. Kraju Georga Busha pogrążonym w kryzysie i chaosie. Trwa dżihad , a na Irak spadają pierwsze bomby. Ograniczono wolność obywatelską i słowa. Strach sprawia, że znów jak w średniowieczu wierzymy w zabobony, w iluzję Chrystusa. A tymczasem z morza pełnego posoki wystaje korpus już w zasadzie nie wiadomo kogo - może to Jezus, a może Bin Laden? Nie ma żadnego znaczenia, kiedy trwa walka z terroryzmem czy z Zachodem, bo tego już też nie wiadomo. Kiedy watykańska artyleria wali śmiało w nadpływający okręt.
Na koniec życie dopisało jeszcze jeden rozdział tej historii. Dokładnie 2 maja 2013 roku o godzinie 23:50 świat obiegła wiadomość o śmierci Jeffa Hannemana, autora większości opisanych tutaj tekstów i utworów. Czy to oznacza, że zespół nie będzie już nagrywał? Czas zapewne pokaże. W każdym razie Slayer z całą tą satanistyczną otoczką, osadzoną w tak zacnym towarzystwie seryjnych morderców i zbrodniarzy, na zawsze pozostanie fascynującym zjawiskiem popkultury.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze