Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, czym jest Brutal Assault, gdzie się odbywa i dlaczego nigdy nie będzie takiego festiwalu w takim jednym dziwnym kraju nad Wisłą, którego granica położona jest dokładnie 40 km na północ od lokalizacji imprezy ? takie informacje znajdzie w relacjach z jakiś ostatnich 5-6 edycji. Tymczasem słów kilka o koncertach, które odbyły się w ramach Brutal Assault 2014.
Jednak zanim będzie o muzyce ? wyjazd ? drugi, oficjalnie zorganizowany pod szyldem ?Chamskibus.pl?. Bardzo fajna sprawa, którą polecam. Tym razem ruszyły dwa ?chamskie? busy, pierwszy z Wrocławia już we wtorek, drugi w środę z Jeleniej Góry. Oczywiście, nazwa to zgryw, a całej akcji przyświeca jedyna, słuszna idea ? wspólnych wyjazdów na koncerty i festiwale w doborowym towarzystwie i otoczeniu ? takim, gdzie nie ma problemu, aby w tle leciały głośne, nieludzkie dźwięki, można się było zatrzymać na każdej stacji benzynowej celem zakupu zimnego piwa, ciepłych parówek, czy kto co tam preferuje, a kierowcy to nie wąsacze z PKS-ów, a prawdziwi rock?n?rollowcy, którzy doskonale rozumieją cierpienia młodych metalowców (starych zresztą też). Szukajcie nas na Facebooku.
W środę postawiono na klasykę, czyli: Flotsam And Jetsam ? stary, dobry, amerykański thrash metal (tak, to od nich Metallica wyszarpała Jasona Newsteda) i Terrorizera, którego debiut w 1989 roku (tak, nagrany wraz z Davidem Vincentem i Petem Sandovalem z Morbid Angel) w pewien sposób wraz z kilkoma innymi tytułami wydanymi w tamtych czasach zdefiniował gatunki takie, jak grindcore czy death metal. Początek udany, ale wszyscy i tak czekaliśmy na Venom, po którym nie do końca wiadomo było, czego się spodziewać.
Bowiem Venom, to zespół jednej płyty, ale za to jakiej. Płyty ?Black Metal?, bez której nie byłoby współczesnego łomotu, a na pewno wyglądałby wiele mniej ?źle? niż powinien. Dziwna sprawa z tym Venom, kapela była kiedyś pierwszoligowa, supportowali ją i Metallica i Slayer, a chwilę później jej tak naprawdę nie było (mimo wydawanych przez lata albumów ? w sumie 11. kolejnych!). Przepadli gdzieś w zawiłych dziejach historii, może formuła grania takich dźwięków się zmieniła, ale muzyka grupy już na pewno nie. Na jej czele ze starego składu stoi tylko jeden członek oryginalnej ekipy ? Cronos ? charakterystyczny, bo brzydki, jak musztarda.
Venom wejście miał, jak u Hitchcocka, od razu z grubej rury przywalił ?Black Metal?, a wszyscy zgromadzeni pod sceną chóralnie odkrzyknęli ?Lay down your soul to the gods rock `n" roll? i kiedy zapowiadało się na dobry występ, to? jednak czegoś zabrakło i moim zdaniem były to numery z ?Black Metal? właśnie. Sam utwór tytułowy i ?Buried Alive? z tej przepełnionej do granic możliwości standardami być może jednej z najważniejszych płyt w historii rocka, to zdecydowanie za mało. Niemniej fajnie było obejrzeć Venom, który potwierdził regułę, że o klasyce się nie dyskutuje, klasykę się zna.
Czwartek zaczęliśmy od Obituary i ujmę to tak: o ile poprzedni Brutal miał lekkie nachylenie na klasykę amerykańskiego thrashu za sprawą Anthrax, Overkill i Testament, to w tegorocznej edycji zdecydowanie postawiono na death metal: Obituary, Suffocation, Broken Hope czy Six Feet Under. Anglików reprezentował Benediction, Szwedów Unleashed, a (o dziwo!) Czechów ? Krabathor, który pewnie gdyby nie koleje losu, zrobiłby w świecie taką karierę, jak nasz Vader, a tak to doczłapał się jedynie etykietki ?zespół kultowy?, grający ?jeden, jedyny koncert na milion lat?. Ale trzeba przyznać, że Czesi wyprodukowali swojej najważniejszej metalowej kapeli iście mistrzowski koncert. Nagłośnienie, światła, wszystko najwyższa póła.
Wyobraźcie sobie powyższy zestaw na jednodniowym festiwalu albo na objazdowej trasie. Death metalowa, piekielna uczta, a jeszcze znaleźli się tacy, co marudzili, że Brutal 2014 ma słaby skład.
Slayer z drobnymi różnicami zagrał niemal identyczny set, jaki dwa miesiące wcześniej oglądałem w ramach francuskiego Hellfestu. I nie było na co narzekać. Zabawa pod sceną przednia, zagrali wszystko to, co zagrać powinni. Może Slayer już w aktualnym składzie nie będzie sam zapełniać stadionów i wielkich hal, ale na pewno jest i zawsze będzie wielką atrakcją wszystkich festiwali, chociaż niekoniecznie supportem jakiś Metalik i innych Iron Maidenów.
Na Katatonię czekałem. Szwedzi chyba podobnie, jak każdy Opeth czy inna Anathema teraz są u szczytu swoich możliwości twórczych. Niestety (i tak krótki) występ popsuł im akustyk. Szkoda, bo mogło być tak pięknie.
Do Amon Amarth jakoś nigdy nie mogłem się przekonać, ale skuszony serialem ?Vikings?, którym okładam się ostatnimi czasy, postanowiłem obejrzeć ich w całości. I rewelacja! Jakby ktoś wymieszał Dismember z Judas Priest, a wszystko osadził w wiking metalu. Do tego świetna scenografia i efekty.
Mgła na małej scenie? To był jakiś żart, bo na ich koncert przyszło tyle osób, że niektórzy nie byli w stanie pomieścić się w namiocie. Ten zespół ma w sobie coś niepokojącego i złowieszczego, co doświadczyć powinien na sobie każdy black metal maniac.
Sobota okazała się chyba najbardziej udanym dniem tegorocznego BA. Najpierw Impaled Nazarene ? opętańczy black metal, taki łomot, że aż od razu człowiekowi po dwóch dobach bez snu na 35. stopniowym upale się cieplej na sercu zrobiło. Sodom ? oldchoolu nigdy nie za wiele, ale czekam na ich koncert na Brutalu w towarzystwie Destruction i Kreator (ej, rok temu Slayera przewidziałem).
Down z Anselmo, to zawsze festiwalowa ozdoba i dobry bajer do zobaczenia na żywo. Wyraźnie podrasowany napojami wyskokowymi Phil wejście na scenę miał niczym GG Allin ? najpierw rozwalił sobie swój kanciasty łeb o mikrofon, do którego następnie przekonująco beknął. I tak zaczął się występ ?najlepiej ubranej kapeli świata? ? bo któż grałby lepiej southern metal niż banda wieśniaków z południa Stanów, opitych whisky i narajanych trawą ze wzmacniaczami marki ?Orange? za plecami. Down, to też kapela jednej płyty (debiut ?NOLA?), ale koncertowo zdecydowanie nadrabia wszystkie braki. Zainspirowany Black Sabbath utwór ?Conjure? spokojnie mógłby zasilić ostatni album BS.
Widać, że Phil Anselmo, który brał udział w masie muzycznych projektów na stałe zadomowił się jednak w Down. Z jednej strony trochę szkoda ? bo chyba wszyscy najbardziej chcielibyście się doczekać koncertowej reaktywacji Pantery.
I na koniec niespodzianka. Nie, nie wierzyłem w to. Ostatnie dwie płyty słabe, z czego wydana w tym roku momentami tragiczna. I te koncerty, na których goście najwidoczniej zapomnieli, jak powinno się grać prawdziwy, norweski black metal. Ale po tym występie jestem w stanie stwierdzić ? wraz z włosami odrosły im jaja, wszystko brzmiało i wyglądało doskonale. Satyricon powrócił! Co prawda nowe utwory zostały daleko w tyle przy takich szlagierach, jak ?Mother North? (wstęp potęga!!!) czy ?King? albo ?Possessed?, ale koncert i tak je wyrównał do słuchalnego poziomu.
Wyjazd na scenę ?popsuł? im Anselmo. Kto oglądał video ?Roadkill Extravaganza?, wie o co chodzi.
To była bardzo dobra edycja festiwalu. A już za rok kolejna, jubileuszowa, bo XX i ciekawe, czym czescy brutale zaskoczą nas tym razem, bo teraz zrobili to nad wyraz sympatycznie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze