Print

Gość w Chicago

Pod koniec lata ukazała się powieść, urodzonego w Kamiennej Górze, Karola Stefańskiego pod tytułem "Gość w Chicago". Powiatowa.info jest patronem  tego wydarzenia.


Karol Stefański urodził  się w Kamiennej Górze. Jako piętnastolatek opuścił nasze miasto z zamiarem emigracji w niedalekiej przyszłości.. W czasie studiów jego globtroterskie ciągoty wzięły górę, autor opuścił Polskę i zaczął podróżować. Książka, dla której inspiracją były przeżycia związane z pobytem na Alasce i w końcu w Chicago, dostępna jest już dla czytelników. Autor opowiada o zetknięciu z odmienną mentalnością i nowym światem  w sposób bardzo prosty i oszczędny. Nie  znajdziemy  w tej książce rozbudowanych refleksji. Jednak trzymanie się faktów i miejscami reporterska relacja z tego co się podczas tej podróży wydarzyło, pozwala czytelnikowi oglądać świat przedstawiony bez nachalnych ocen, takim jaki jest. Książka posiada trochę niedociągnięć korektorskich. Mimo to polecamy tę lekturę choćby na nadchodzące długie jesienne wieczory.

Książka dostępna jest w internetowej księgarni wydawcy- http://wfw.com.pl/ksiegarnia Warto również odwiedzić kamiennogórską księgarnie Atena - zarówno w Internecie (http://www.atenakg.pl/) jak i na kamiennogórskim rynku.

powiatowa.info

Fragment:
Znajdowaliśmy się na Autostradzie Panamerykańskiej. Dave zadzwonił do dziewczyn, by zapytać o adres restauracji, w której się znajdowały i żeby zamówiły nam po omlecie, bo zaraz do nich dołączymy. Kwadrans później, siedzieliśmy już w czwórkę, popijając kawę i czekając na omlety. Po wejściu do restauracji Niki rzuciła mi się w ramiona, a Dave zaczął opowiadać o szczegółach zajścia na granicy. Pochwaliłem się dziewczynom moim czarno – białym, wpiętym do paszportu faksem prosto z ambasady. Niki najwyraźniej mnie polubiła, bo z nieskrywaną troskliwością, a wręcz czułością wypytywała o wrażenia z granicy, skrupulatnie przyglądając się mojemu zdjęciu w paszporcie. Nie ukrywam, że dziewczyna mi się podobała i w normalnych okolicznościach nie broniłbym się przed dalszym rozwojem akcji. Byłem jednak w dość niezręcznej sytuacji, gdyż Dave w podróży często poruszał temat Niki. Wspominał, że jest singielką, ale jakoś nie mógł do niej trafi ć. Niki była przewodniczką górską, ale czasami oprowadzała też turystów po mieście. Nie mieściło mi się w głowie, że w tak małej mieścince jak Skagway nigdy jej nie spotkałem. Gdybyśmy wpadli na siebie zanim spodobała się mojemu koledze, sprawy być może potoczyłyby się inaczej. Jednak teraz, wiedząc, że on się nią interesuje, dałem sobie spokój.

Po skończeniu posiłku i dopiciu kawy ruszyliśmy w drogę, od czasu do czasu zatrzymując się na toaletę, rozprostowanie nóg czy pstryknięcie kilku fotek.

– Hej, Dave, patrz szybko! Tam! – wykrzyknąłem, pokazując na pobocze drogi.

Dave zwolnił, by się przyjrzeć a ja wyciągałem aparat, otwierając w tym samym czasie okno. Chciałem uchwycić uciekającego wystraszonego, czarnego, jakże pięknego, a zarazem śmiertelnie groźnego zwierzaka.

– Nigdy nie widziałem niedźwiedzia z bliska w naturalnym otoczeniu – oznajmiłem.
– Miesiąc temu, kawałek za Skagway, widziałem całą rodzinkę takich, jak sobie przechodziły przez ulicę – powiedział Dave. – Moim marzeniem jest, by udać się kiedyś na północ Alaski, np. do miasteczka Barrow, żeby poobserwować takie niedźwiadki, tyle że białe, pływające na krach lodowych – rozmarzył się Dave.

Udając się na południowy wschód Kanady, oprócz dzikiej zwierzyny, mijaliśmy góry, pola, lasy, jeziora, rzeki, jak i rozstawione nad nimi mosty (często wyglądające na dość stare drewniane konstrukcje). Jako że dochodziła godzina dwudziesta druga jednogłośnie stwierdziliśmy, że najwyższy czas na kolację i nocleg. Skonsumowaliśmy wcześniej zakupione kanapki popijając je chłodnym puszkowym Budweiserem i planując rozkład siedzeń w samochodzie, na których mieliśmy spać. Wspólna noc, ciekawe, kto z kim będzie spał?

© Karol Stefański 2013

Gość w Chicago