aktualne informacje z powiatu kamiennogórskiego
Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia

Czwartek, 12 lipca to ostatni dzień pracy na Cmentarzu Polskim. Na porządkowanych przez nas grobach zapaliliśmy przywiezione z Lubawki znicze. Po obiedzie całą grupą udaliśmy się do katedry pw. Św. Zofii. O jej historii i najciekawszych elementach opowiadał ks. Ryszard, kapelan miejscowych Polaków. Zostaliśmy zaproszeni na krótką wizytę u biskupa-seniora diecezji kijowsko-żytomierskiej Jana Purwińskiego (od 1977 r. proboszcz parafii katedralnej, w latach 1991-2011 biskup ordynariusz). Podzielił się z nami refleksjami z życia kościoła i Polaków w czasach Związku Radzieckiego.

 

Na chwilę zajrzeliśmy też do prawosławnego klasztoru św. Anastazji Rzymianki na Malowance, gdzie każda kobieta, która chce wejść na teren monastyru, musi być w spódnicy i z chustką na głowie.

Po powrocie do pallotynów nastał czas pakowania się i pożegnania z gospodarzami – z księdzem proboszczem Jarosławem Olszewskim oraz szczególnie ze znaną i ukochaną przez nas od czterech lat panią Zosią Kotwicką, której troskliwość i doskonała kuchnia są ważnym argumentem, aby jechać do pracy na kresowe cmentarze właśnie do Żytomierza.

Wieczorem zostało ostatnie wydarzenie dnia, czyli poświęcenie krzyża w budowanym kościele Bożego Miłosierdzia na Malowance. Uroczystości przewodniczył biskup Witalij Krywicki, ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej. Po zakończeniu Mszy mieliśmy okazję odbyć z nim krótką rozmowę (to już drugi biskup tego popołudnia).

W piątek 13 o godz. 6. wyruszyliśmy na Wołyń, do Kostiuchnówki, miejsca w który Legiony Polskie w latach 1915-1916 toczyły walki z armią rosyjską. Zakwaterowaliśmy się w prowadzonym przez Chorągiew Łódzką ZHP Centrum Dialogu Kostiuchnówka [miejsce niezwykle warte odwiedzenia – więcej na stronie: http://kostiuchnowka.eu/]. Druhowie od 1997 r. odbudowują zniszczone cmentarze wojenne, pracują przy ekshumacjach i stworzyli Salę Pamięci, w której znajdują się eksponaty znalezionych w ziemi przez harcerzy i miejscową ludność. Dyrektor CDK, harcmistrz Jarosław Górecki oprowadzał nas po najważniejszych miejscach: zobaczyliśmy Polską Górę, o którą toczyły się najcięższe boje, Polski Lasek, pozostałości po ziemiankach, w których mieszkali żołnierze w zimie 1915/16, oraz to co było dla nas najważniejsze i najbardziej wzruszające, Polski Cmentarz Wojenny, znajdujący się w środku lasu, w całości odbudowany przez harcerzy. Zapaliliśmy tam znicze i odśpiewaliśmy Marsz I Brygady.

Po ekskluzywnym, jak na warunki ukraińskie, noclegu w sobotę o świcie wyruszyliśmy do Lwowa. Rozpoczęliśmy oczywiście od Cmentarza Łyczakowskiego. Przy grobie Marii Konopnickiej jak zwykle odśpiewaliśmy „Rotę”, a przy mogile W. Bełzy z najmłodszym wolontariuszem tradycyjnie przeprowadzono słynny dialog „Kto ty jesteś…”. Lubawskie znicze zapłonęły m.in. na grobach prof. Stefana Banacha, wybitnego matematyka, Konstantego Ordona, znanego z wiersza Mickiewicza o reducie Ordona, w kwaterach powstańców listopadowych i styczniowych.

Sporo czasu spędziliśmy na Cmentarzu Obrońców Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich 1918-1920, tzw. Cmentarzu Orląt, co jest oczywiste nie tylko w roku Stulecia Niepodległej. Następnie przejechaliśmy tramwajem do centrum miasta na obiad. Później rozpoczęło się kilkugodzinne zwiedzanie Lwowa - podziwialiśmy zabytkowe katedry ormiańską i łacińską, operę, kościoły i kamienice. Wieczorem weszliśmy na Wysoki Zamek, którego kulminacją jest Kopiec Unii Lubelskiej, skąd rozciąga się przepiękna panorama Lwowa. Po zachodzie słońca wróciliśmy na rynek, aby zobaczyć podświetlone zabytki, prezentujące się wtedy jeszcze lepiej. Tym zakończyliśmy naszą przygodę z miastem sentymentu, stolicą intelektu, nauki i sztuki przedwojennej Polski, a teraz symbolem polskości na Kresach.

Nieco po godz. 22 rozpoczęliśmy drogę powrotną do domu – wtedy nie podejrzewaliśmy, że potrwa to aż tak długo… Granicę na przejściu Шегині - Medyka przekroczyliśmy po 7,5 godzinach stania w kolejce, bo tyle czasu trwała odprawa 10 autobusów stojących przed nami! Kolejne 6 wyprzedziliśmy poza kolejnością, po długich negocjacjach z ukraińskimi i polskimi pogranicznikami, którzy zlitowali się nad losem wolontariuszy „Mogiły pradziada”. W południe zatrzymaliśmy się ponadprogramowo w Katowicach - był czas na obiad i spacer po centrum miasta. Tam też nastąpiła zmiana kierowcy. Wyczerpującą podróż zakończyliśmy w niedzielę o godz. 20 na przystanku obok „Grosika” w Lubawce.

Jakub Pilarski – absolwent lubawskiego gimnazjum,
obecnie ucz. LO w Kamiennej Górze

Druga część relacji z udziału w akcji Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia

 

Dodaj komentarz

Pamiętaj aby przestrzegać Regulaminu dodawania komentarzy

Kod antyspamowy
Odswiez