aktualne informacje z powiatu kamiennogórskiego

Kat & Roman Kostrzewski

„Metal nie jest zatopiony w zupie globalnej komerchy. Jego naturalnym środowiskiem są kluby, gdzie publiczność może zrzucić pozę narzucaną przez codzienność. Zapach dymu miesza się z dymem publiczności i już nie wiadomo, w którym miejscu kończy się scena. Spieczone gorącem twarze muzyków i publiczności niczym się nie różnią. Głos wokalisty łamie się, a dźwięki ześlizgują się z palców. Jest jak na wojnie, nic nie można powtórzyć.”



To przedmowa do koncertowego DVD Kata & Romana Kostrzewskiego pt. „Życie po życiu” z 2007 roku. Lepiej nie można było tego ująć. 8. października w Szczawnie-Zdroju w klubie Rock Pub każdy miał okazję się przekonać, jak te słowa działają w praktyce.

Kat to legenda. Polska Metallica, która nigdy nie ustępowała tej amerykańskiej. Z tą różnicą, że ta tragikomedia wydarzyła się w szaroburych czasach PRL-u, a nie w Bay Area. Pozostały jednak płyty: z perspektywy lat brzmiące naiwnie z tekstami wyposażonymi we właściwą sobie poetykę. Ale czy to „666” czy „Oddech wymarłych światów” albo „Bastard”, nawet dzisiaj słucha się tych nagrań znakomicie i ciągle wraca się do nich z nutką sentymentu. Kat i Roman Kostrzewski to historia rocka. Chociaż przekorna i kontrowersyjna. Rok temu zaskoczyli bardzo pozytywnie wydawnictwem „Buk - akustycznie”, teraz raczej negatywnie rekombinacją genetyczną kultowych „666”. Dlaczego negatywną? Nie chce mi się wchodzić już w te tematy, więc przedstawię to obrazowo – wyobraźcie sobie taki zespół jak Slayer, który teraz w obecnym składzie wydaje nagraną ponownie „Reign In Blood”. Gdzie sens, gdzie logika, ale z drugiej strony patrząc na biografię Kata, to Roman nigdy się nimi jakoś specjalnie nie przejmował. Ciężko oceniać, czy to dobrze czy niedobrze, ale parafrazując stare ludowe powiedzenie: z Romanem źle, ale bez Romana jeszcze gorzej. W każdym razie, nie ma Kata bez Romana.

Jest godzina 20:30, jesteśmy gdzieś na granicy Wałbrzycha ze Szczawnem. Rock Pub. Fajne miejsce. W dużym mieście wykosiłoby od razu 1/3 klubów tzw. „muzycznych”, a na pewno 90% pod względem serwowanego piwa, w tym wypadku broumovskiego Opata. Pan Tomek-prezes po prostu wie, co robi i jest właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku.
Na scenie Kat. Dobra, można dyskutować na temat zasadności nagrywania klasycznych albumów ponownie, ale „666” na żywo, to zawsze był materiał-petarda. Tym razem w pierwszej części 8 z 10 numerów z tego długograja na powitanie. Pierwsze wrażenie? Jacek Hiro vel Kaja Paschalska na gitarze, to nabytek cenny. Nagłośnienie z lewej strony siada. Strojenie niskie (chyba pod aktualne możliwości wokalne Romana albo też nową wersję „666”). Druga część koncertu tzw. „antykościelna” z fragmentami równie chłodno przyjętej płyty „Biało-czarna”. Trzeci i ostatni zarazem epizod to „hiciory”. „Niewinność”, „Mag-Sex”, prawdziwym strzałem okazuje się utwór tytułowy z „Bastard”, na bis „Łza Dla Cieniów Minionych” i „Śpisz jak kamień”. Długi, solidnie zagrany, przekrojowy koncert. Idealny na czwartkowy, chłodny, jesienny wieczór w… Wałbrzychu. Ciekawe czy ze złotego pociągu wyciągną też winyle Kata?

Add comment

Pamiętaj aby przestrzegać Regulaminu dodawania komentarzy

Security code
Refresh