Drukuj

Trutnoff-Open Air Festiwal

W Trutnovie trwa 30. edycja Trutnoff-Open Air Festiwal powszechnie znanego, jako „Czeski Woodstock”. Zapraszamy do obejrzenia pierwszych zdjęć.

Aktualizacja 26.08

Zapraszamy do obejrzenia kolejnej porcji zdjęć i zapoznania się z relacją.

Jubileuszowa, bo 30 edycja Trutnoff Open Air Festival już za nami. Za każdym razem gdy spędzam tu jeden z ostatnich weekendów wakacji, jestem zdziwiony jak mało osób z naszego kraju bierze udział w tym wydarzeniu. Bardzo blisko granicy, ciekawe zespoły, dobra organizacja, stosunkowo tanie bilety nie są w stanie przyciągnąć zbyt wielu naszych rodaków. Na szczęście to nie mój problem, żałować powinni Ci którzy nie korzystają.

Festiwalowa scena główna gościła już wielu wielkich artystów, wspomnę tylko o genialnym zeszłorocznym koncercie Patti Smith. Ponoć wielkim wydarzeniem był jej koncert na katowickim Offie, my za to mogliśmy obejrzeć kameralny występ „na bojišti”.  W tym roku główną gwiazdą został zespół The Prodigy, ponoć najdroższy skład  jaki został sprowadzony w historii tej imprezy. Z tego też powodu złamano wieloletnią tradycję i po raz pierwszy trafiły do sprzedaży bilety jednodniowe (dotychczas jedyną możliwością uczestnictwa był zakup czterodniowego karnetu).

W tym roku dużo uwagi poświęcono wojnie na Ukrainie (stąd występ bardzo energetycznego Kozak System) a na bilecie znalazł się zakaz wjazdu dla prezydenta PutinaJ. Na głównej scenie wspominany był Pierre Brice, niedawno zmarły aktor znany z roli Winnetou z popularnej w latach 60. serii filmów o przywódcy Apaczów. Brał udział w kilku festiwalach, podobnie jak Vaclav Havel, którego duch unosi się nad festiwalem (jest na plakacie, biletach, można kupić jego książki itp.). Ciekawe czy u nas doczekamy się polityka, który będzie symbolem i opiekunem rockowego festiwalu?

Może kilka słów o tegorocznych kapelach? Gwiazdą pierwszego dnia został Matisyahu (po naszemu Mateusz), czyli Chasyd grający reggae. Troszkę się obawiałem o jego formę koncertową, bo jakby coraz spokojniejsza i bardziej wyciszona ta jego muzyka, ale na szczęście dał wyborny koncert. Pełen rockowej energii, przesiąknięty dubowym basem, z łatwością wyśpiewujący swe najlepsze piosenki. Ale jak się okazało to nie on zgromadził największą publikę tego dnia. Czeski zespół Monkey Business  grający mieszankę funky i popu, z ciekawą ciemnoskórą wokalistką dla wielu festiwalowiczów był większym wydarzeniem od Matisyahu. Ciekawe zjawisko, charakterystyczne dla trutnovskiego festiwalu, zespoły dla nas praktycznie nieznane gromadzą o wiele większą publikę niż gwiazdy.

Piątek był bardzo spokojny, dwa najciekawsze koncerty to Iva Bittova a Cikori (legendarna czeska śpiewaczka tym razem w jazzowym repertuarze) i bardzo klimatyczny Dan Bárta & Illustratosphere. Gwiazda dnia, czyli Kozak System to po prostu energetyczny folk z Ukrainy, ma takie granie wielu fanów ale ja do nich nie należę.

W sobotę wszyscy czekaliśmy na  Gojirę, po drodze zaliczając amerykańskie New Found Glory (poppunki z Kaliforni jakich wiele), świetny metalowy Vladivojna La Chia czy też kolejny czeski zespół, który zgromadził wielkie tłumy David Koller Band. Klasą samą w sobie okazał się Ondrej Havelka & His Melody Makers, czyli starszy Pan nieśpiesznie wyśpiewujący swoje i nie swoje piosenki w towarzystwie big-bandu. Mocno spóźniona Gojira wyszła i dała takiego łupnia, że dosłownie bolało. Technicznie bardzo sprawnie, nagłośnienie rewelacyjne, obłędne światła, samą muzykę też bardzo szanuję (zwłaszcza starsze płyty) ale  koncert mnie nie porwał.

Ostatniego dnia na szczęście było bardzo ciepło, w spokoju obejrzałem koncert kolejnej czeskiej legendy czyli awangardowego Už Jsme Doma. Szczelnie wypełnili trzecią z festiwalowych scen, czyli „undergroundowy stan”. Ta kapela gra już 30 lat, ma na koncie kilkanaście płyt i niezliczone kolaboracje. Cały czas wierni swoim ideałom  dorobili się dużej i oddanej publiki. Chwilę później na głównej scenie pojawiło się Sto Zvířat i ludzie zwariowali. Mieszanka reggae, punka i ska okraszona dęciakami spowodowała eksplozję radości, tańców i chóralnych śpiewów. I kolejna gwiazda, czyli brytyjskie indie rockowe trio The Subways musiało uznać wyższość miejscowych kapel nad zagranicznymi. Choć trzeba przyznać, że to był dobry występ, sprawdzony schemat trzyosobowego rockowego zespołu, dziewczyna i chłopak na wokalach, dobre tempo i melodie, nie mam zastrzeżeń.

No i na koniec Prodigy. Zaczęli od lekkiego spóźnienia i ponoć strasznie gwiazdorzyli za kulisami, oficjalnie też nie chcieli żadnych zdjęć (oczywiście na festiwal można było wnieść wszystkie aparaty świata, nikomu na bramce nie przeszkadzały plecaki wypchane sprzętem fotograficznym). Zaczęli od Breathe, porywając tłum do zabawy i utrzymali takie tempo przez cały, osiemdziesięciominutowy występ. Słychać było, że są po nagraniu nowej płyty, bo właśnie z „The Day is My Enemy” pochodziło wiele utworów, sprytnie poprzeplatanych największymi przebojami. Można narzekać, że dziadki, że coraz słabsze płyty, że cała ta muzyka już się mocno postarzała, ale po co? Ten zespół daje jeszcze genialne koncerty i tyle!

Ps. Przeczytałem na czeskim portalu, że na festiwalu było około 15 tysięcy ludzi i nie zanotowano żadnych poważnych wydarzeń. Policja potwierdza, że jest to najspokojniejsza impreza masowa jaka ma miejsce w naszych okolicach. Kolejny powód, żeby za rok tam pojechać.

Aktualizacja 23.08
Do galerii dodaliśmy zdjęcia z trzeciego dnia.


Aktualizacja 20:25
W galerii udostępniliśmy zdjęcia z drugiego dnia imprezy.