aktualne informacje z powiatu kamiennogórskiego

fot. via P. Kuncewicz

Pierwszy dzień wiosny w Czechach świętowany jest dosyć hucznie. Jako że ich dieta narodowa składa się głównie z piwa i mięsa, a praktycznie każde, nawet najmniejsze miasteczko wyposażone jest w miejscowy browar – do pełni szczęścia tego dnia brakuje tylko tradycyjnego świniobicia. Wzięliśmy udział w takim festynie w Rychnovie nad Kněžnou, a przy okazji zwiedziliśmy kilka miejsc wartych zobaczenia.



Impreza odbywała się na dziedzińcu Miejskiego Browaru Pogórza Gór Orlickich, jak brzmi pełna nazwa pivovaru w Rychnowie, który jest producentem tak znakomitych piw, jak Zilvar, Kastan i Knezna. Znakomitych, bo warzonych dawnymi, naturalnymi metodami.

Wstęp kosztował 10 koron i w tej cenie można było liczyć na darmowy poczęstunek skutkami konkursu na drużynę, która wykonała najlepsze świniobicie, ale także dokonać zakupów podrobów i piw w atrakcyjnych cenach. Dookoła odbywały się koncerty muzyki ludowej, alkohol lał się gęsto (Browar jest również wytwórcą doskonałej śliwowicy), a zabawa trwała w najlepsze. Żadne stoisko nie miało kasy fiskalnej, czeski odpowiednik sanepidu czy urzędu skarbowego kontroli nie robił, a przez cały weekend w Czechach nie zobaczyłem ani jednego policjanta czy nawet ochroniarza. Czyli jednak da się, a moja teoria o wpływie disco polo na wzrost przemocy i agresji na polskich, zakrapianych imprezach, jakby nabrała na wartości.

fot. via P. Kuncewicz

Śniadanie następnego dnia zjedliśmy w nowym i bardzo nowoczesnym technologicznie browarze Clock, który swoją siedzibę ma w miasteczku Potštejn położonym 11 km od Rychnowa. Sam Potštejn głównie słynie z ruin średniowiecznego zamku, których nie mogliśmy zwiedzić – kartka na drzwiach informowała, że od 2014 roku nieprzerwanie trwa tam remont.

Clock nie jest klasycznym, czeskim browarem – właściciele eksperymentują tam co prawda z chmielami i słodami, ale od razu widać, że znają się na rzeczy, bo efektem są jedne z najlepszych piw powstających w tej chwili w Europie. Śniadanie o 10. rano było oczywiście piwne, a barmanka poproszona o puszczenie muzyki bez wahania uraczyła nas głośnym Led Zeppelin i Davidem Bowie’em. Tak, Czechy to jest azyl przed disco polo.

Trzecim browarem na trasie był niestety nieczynny w niedzielę Opat  w Broumovie – czyli stosunkowo najbliżej Kamiennej Góry, bo kilka kilometrów od granicy w Golińsku. Opat to podobnie, jak Rychnov zwyczajny, czeski browar, tyle że akurat ten wytwór lubi występować w przedziwnych, ale udanych wersjach smakowych – jest Opat pieprzowy, chili, absyntowy, wkrótce powstanie też o smaku konopi. Opata, jako jedynego z opisanych do tej pory piw można bez problemu kupić np. na granicy w Lubawce. Straszna jest to strata, że polski rynek zalewany jest bezpłciowymi, koncernowymi piwami w momencie, gdy tak niedaleko powstają naturalne, unikatowe produkty.

fot. via P. Kuncewicz

Opatem raczymy się do obiadu w restauracji Szwejk mieszczącej się w kompleksie Walzel Centrum w Meziměstí. Walzen i Szwejk, to w ogóle tematy na osobny tekst. Restauracja utrzymana w klimacie Austro-Węgier, prócz piwa serwuje przede wszystkim doskonałe czeskie jedzenie: wariacje gulaszów, knedlików, serów, mięs, placków ziemniaczanych. W każdym razie klientów nie brakuje. Magda Gessler i disco polo są tam zbędne.

Moda na dobre piwa wróciła już na stałe. I pamiętajcie, że to co stoi na półce w sklepie nie zawsze na miano „piwa” zasługuje. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć dlaczego, to proponuję ruszyć się kawałek za granicę.       

 

Add comment

Pamiętaj aby przestrzegać Regulaminu dodawania komentarzy

Security code
Refresh