Drukuj

Świdnica - Vader - fot. Henryk Michaluk

Jeden z moich kolegów zwykł mawiać, że „koncert w małym mieście, to zawsze dwóch skinów i kobieta w ciąży”. Ostatnimi czasy w Polsce do tego towarzystwa należałoby dopisać jeszcze ze trzech religijnych ekstremistów zapewniających promocję najlepszą z możliwych – czyli taką, dzięki której impreza jest wyprzedana do ostatniego biletu. I tak właśnie stało się w sobotni wieczór w Świdnicy.



W tradycję Vadera wpisały się już tematyczne trasy, które zahaczają tylko o mniejsze miejscowości. Zespół może sięgnąć wtedy po inny repertuar, niż zazwyczaj i przede wszystkim dotrzeć do szerszej publiczności – niekoniecznie tylko tej metalowej. Na seriach ostatnich takich koncertów, które oglądałem kilka lat temu w Legnicy, Vader ogrywał materiał z kultowych i bardzo ważnych dla całego gatunku płyt, kolejno „De Profundis” i „Black To The Blind”. Tym razem z okazji wydania przez firmę Witching Hour Productions reedycji trzech pierwszych wydawnictw grupy, odbyła się trasa zatytułowana znacząco „Zanim Nastała Era Chaosu”. Czyli nietrudno domyślić się było, że Vader promować będzie przepięknie zmontowane (na winylach, kasetach czy kompaktach, dostępne osobno, ale i też razem w komplecie z np. koszulką) wznowienia „Live In Decay”, „Necrolust” i „Morbid Reich”, czyli dema pamiętające jeszcze lata 80.

Zresztą koncert z całą swoją oprawą był jedną, wielką wycieczką w przeszłość do złotych czasów heavy metalu. Po pierwsze protesty. W przypadku Behemoth były one robotą jedynie grupki fanatyków, ale tutaj głos zabrały jednak jakieś tam władze kościelne. Tym bardziej cała sytuacja jest niezrozumiała, bo w XXI wieku po 40. latach istnienia tej muzyki, hierarchowie już dawno powinni dotrzeć do prawdy, że jedyne zagrożenia duchowe, jakie mogą człowieka spotkać zdarzają się w zakrystiach, a nie na metalowych koncertach. A im więcej medialnego szumu, tym lepiej. Po prostu na tydzień przed imprezą wszystkie bilety były już wyprzedane, a wśród przybyłej publiczności była i ta przypadkowa i ta gimnazjalna, ale też i stricte metalowa, jak załoga bierutowska, która pierwszy raz Vadera oglądała w 1986 roku na Metalmanii. 

Świdnica - Vader - fot. Henryk Michaluk

Posypany solą egzorcyzmowaną (?) klub Bolko to tak naprawdę taki komunistyczny dom kultury. Klimat fajny, ale dopchanie się po piwo kosztowało wiele cierpliwości, a już na supporcie w postaci In The Name Of God wiadomo było, że nagłośnienie też jest z epoki i szału tutaj nie będzie.

„Świdnica, a jednak się udało” powitał publiczność Piotr Wiwczarek od prawie 30. lat stojący na czele tej machiny wojennej. A niby co się miało nie udać, „Reborn In Flames” i do przodu. „Najnowszym” odegranym utworem był „Dark Age” z oficjalnego debiutu „The Ultimate Incantation”, a reszta to już vaderowa prehistoria: „Breath Of Centurie”, „The Final Massacre”, „Chaos” czy „Decapitated Saint”. Najlepszą gratką i tak była możliwość posłuchania Vader jeszcze z polskimi tekstami. W tym zestawie pojawiły się takie wyżyny rodzimej literatury pięknej, jak „Trupi jad”, „Gniew Szatana”, „Giń psie” czy podszyty riffem Accept/Judas Priest „Nekropolis”.

 



Koncert w całkiem sporym fragmencie został sfilmowany przez miejscowe media, zresztą zachęcam do zapoznania się z dobrym kawałem materiału: https://www.youtube.com/watch?v=r98EKPH_Uoo

Galeria zdjęć również na portalu czadrow.pl