Drukuj

Napalm death zdjęcia Bartek Janiczek

Napisanie relacji z koncertu Napalm Death, to duże wyzwanie. Raz mi się udało tego dokonać, ale stało się to przy okazji ich całej trasy po Czechach, do tego w bardzo zacnym towarzystwie zespołów supportujących. Właściwie tamten tekst można by było przepisać 1:1, gdyby nie kilka detali.



Jedyna tym razem wizyta Napalm Death w Polsce miała miejsce we Wrocławiu. Zespół jest kultowy i szalenie popularny w naszym kraju, więc studencki klub Alibi wypełnił się prawie do ostatniego, stojącego miejsca ludźmi, którzy zjechali zewsząd od stolicy, morza i tatr. Do tej pory oglądałem Napalm Death tylko na koncertach w Czechach – gdzie pod scenami czy to na festiwalach Obscene Extreme, Brutal Assault czy na ich samodzielnych trasach szaleli oldschoolowi metalowcy, grindcore’owcy, kilku punków i czeskich skinheadów. We Wrocławiu przeważała jednak publika hardcore’owa i ogólnie bardzo kulturalna – nie wiem od kiedy i na jakich zasadach Napalm Death jest zespołem mainstreamowym, ale widocznie taka jest kolej rzeczy.

Prekursora death metalu i twórcę grindcore’a supportowały rodzime kapele: Squash Bowels, The Dead Goats oraz Dishell. Czyli zrobił nam się mały festiwal. The Dead Goats grają punkowy Entombed. Pierwsze, co rzuciło się w uszy, to niestety słabe nagłośnienie. Poczułem się trochę, jak John Peel, który we wstępie do „Wybierając śmierć” pisał jak to miał nadzieję, że nagłośnienie na koncertach już tych legend muzyki ekstremalnej sprawi, że mu krew popłynie z uszu i wyraźnie zawiedziony dodał, że nic takiego się jednak nie stało. Cóż, prawie 30 lat od opisywanych wydarzeń minęło, a odczucie miałem podobne – krwi cieknącej z uszu nie było, a szkoda.

Napalm death zdjęcia Bartek Janiczek

Squash Bowels istnieją lat 20, wyraźnie zaznaczyli, że „ich miasto to Białystok” i dali taki koncert, że nie ma zmiłuj. Przez chwilę nie zwolnili tempa, co karygodnie popełniał Napalm Death wchodząc już momentami w swojskie klimaty metalowo-awangardowe.

Chwil kilka po 22:30, „rażony prądem” Barney oznajmia – "jesteśmy Napalm Death" ("i gramy rock'n'roll" nie dodał). Materiał z „Harmony Corruption” pojawił się gdzieś na samym początku i już wiadomo było, że jeńców nie będzie. Reszta zespołu? Danny Herrera i Shane Embury jeszcze grubsi, ten drugi z jeszcze szerszym przedziałkiem na głowie. Mitcha Harrisa zastąpił John Cooke z zaprzyjaźnionej grupy Corrupt Moral Altar, również z Anglii.

Ostatnio oglądałem ich, jak promowali „Utilitarian” – album inny, ale udany – tym razem na żywo również obronił się świetnie. Ciekawe, co przyniesie zapowiedziany na styczeń 2015 długograj „Apex Predator - Easy Meat”. Zakończenie, to żelazna klasyka – „Scum” w pakiecie z najkrótszym utworem świata – „You Suffer” i (nie mogło być inaczej) cover Dead Kennedys „Nazi Punks Fuck Off”. Koncert krótki, ale treściwy. Szkoda tylko, że ta krew z uszu nie kapała, a Wrocław chociaż na jeden wieczór nie mógł się przenieść do Czech.

Napalm death zdjęcia Bartek Janiczek