aktualne informacje z powiatu kamiennogórskiego

Festiwal Obscene Extreme dla fotoreportera to prawdziwe piekło. Nie ma barierek, które odgradzałaby publikę od sceny, a co za tym idzie nie ma i samej fosy, w której spokojnie można robić zdjęcia. Twarze muzyków mieszają się z twarzami publiczności, która z uporem maniaka uprawia radosny stage diving. Kilka metrów od szalejącego tłumu zaczynają się ciągnące do samej góry ławki w tym jednym z najlepszych pod względem akustyki amfiteatrów koncertowych, w jakich byłem. Na tegorocznej edycji trochę popłynęliśmy wraz z deszczem, co zaowocowało momentami podziwianiem koncertów stojąc po kostki w błocie. Ale to wszystko nie ma znaczenia, kiedy jak co roku był spontan i rzeźnia, grindcore i death metal, dmuchane zabawki i tylko golasów brak z powodu niskiej temperatury. Słów kilka o edycji 2016 OBF, a że piekło, to wiadomo. Na początku trochę piekło, a potem było całkiem przyjemnie.

Na OEF przybyliśmy w środę celem zobaczenia Gutalax Toi Toi Show, co się nie udało, gdyż utknęliśmy w kolejce po opaski. Załapaliśmy się więc tylko na wrestling. Zawodnicy okładali się m.in. wiekiem od trumny czy nabitymi zszywaczami do papieru, co wyglądało dosyć komicznie w kontekście klimatu imprezy. Koncerty wraz z deszczem rozpoczęły się w czwartek.

Obscene Extreme jest malutkim, niszowym festiwalikiem lokalizowanym w pięknej scenerii Karkonoszy – w czeskim Trutnovie, który słynie m.in. z pysznego lokalnego piwa Krakonoš. Fest poświęcony jest wyłącznie grindowi i death metalowi, czasem przewinie się też coś thrashowego. W zasadzie jest to trzydniowy maraton ekstremalnej muzy: średnio każdego dnia na scenie melduje się ponad 20 zespołów w większości znanych tylko głęboko wtajemniczonym w grindowy gatunek. Ale w lineupie przewidziano też miejsce na „całkiem normalne” zespoły. W tym roku wśród nich znalazły się m.in. amerykańska, thrashowa sensacja ostatnich lat – Toxic Holocaust, polski i znany wszystkim Vader oraz niemiecka legenda Sodom.

Problem z dużymi festiwalami polega na tym, że człowiek nie jest w stanie wszystkiego fizycznie ogarnąć. Koncerty potrafią odbywać się w iluś tam różnych miejscach jednocześnie, a od czasu do czasu trzeba zrobić sobie przerwę na odsapnięcie przy piwie, obiedzie albo przekimanie na trawce. Z małym Obscene Extreme nie ma tego typu kłopotów, bo praktycznie cała infrastruktura włącznie z jedzeniem (najlepsze vege, jakie jadłem do tej pory), piwem i kiblami znajduje się na jednej, niewielkiej przestrzeni, ale jest tam jazda innego typu: koncerty przez trzy dni pod rząd zaczynają się o 10. rano i kończą o 3. w nocy. Ciekawe, czy kiedykolwiek znalazła się tam chociaż jedna osoba, która obejrzała wszystkie zespoły od początku do końca. Raczej jest to mało prawdopodobne, a my jak co roku zamiast się nad tym zbytnio rozwodzić zainwestowaliśmy siły i czas w najmocniejsze punkty imprezy.

Obscene Extreme - Lock Up

W czwartek poczułem się, jakby obejrzał trzy inne wcielenia Napalm Death na koncertach trzech różnych zespołów. Jednego wieczoru zagrali Venomous Concept, Lock Up i  Brujeria, czyli w większości ci sami muzycy skupieni wokół ND, w tym takie legendy, jak: Dan Lilker, Nicholas Barker, Danny Herrera, Dan Lilker i spajający to wszystko w całość Shane Embury. W sumie był to solidny zestaw death, grind i hardcore punku podtatusiałego owszem, ale nadal w łomocie nie mającego sobie równych. Venomous Concept i Lock Up po prostu zagrali swoje korzenie sięgające gdzieś głębokich lat 80., ale za to Brujeria dała mocne przedstawienie. Kukła Donalda Trumpa wielokrotnie została zbezczeszczona, na scenie pojawił się też żeński element wyposażony w sex shopowe lateksy oraz biczyk, którym na niby sponiewierana została część muzyków. Na koniec wszyscy zaśpiewali pieść ku chwale jedynej słusznej używki w Czechach – „Marijuana”.

Obscene Extreme - Incantation

Incantation zaserwował diabelską serię death metalowcyh strzałów, a zwieńczeniem czwartkowej ceremonii okazał się występ Toxic Holocaust. Było wściekle, dynamicznie, agresywnie, a przebojowy thrash powołał ludzi do fajnej zabawy po mocnej dawce dosyć statycznego deathu.

Estetyka grindcore’owa silnie przyjęła się w Japonii, czemu w sumie nie ma się co dziwić. W piątek wyrazy temu dali Death Side i Melt Banana. Ten drugi interesujący, wszak bardziej pasowałby do imprezy typu Castle Party, niż Obscene Extreme. Automat perkusyjny i dwie osoby na scenie w tym rozhisteryzowana wokalnie Yasuko O zrobiły piękną jatkę noisowo-industrialną, aż krew z uszu ciekła. Niestety ta forma wyrazu nie znalazła zbyt wielkiego uznania wśród obscenicznej publiki, która wolała w czasie występu Japończyków zaopatrzyć się w browar przed koncertem legendarnego Extreme Noise Terror. 

Obscene Extreme - Vader

Jeżdżę na Vadera od jakiś 15. lat i pierwszy raz miałem okazję zobaczyć występ Generała z publiką szalejącą na scenie, oni za to pewnie poczuli się, jakby byli jakimś Napalm Death. Na Vaderze ciągle kontynuującym powrót do swoich death/thrashowych początków pełnię możliwości pokazały warunki akustyczne amfiteatru „na bojišti”. Słychać było klarownie, czysto i głośno, czyli zupełnie nie jak na Vaderze, do którego oglądania już się zdążyłem przyzwyczaić w klubach i na w większości topornych festiwalowych nagłośnieniach.

W sobotę przybyliśmy, gdy scenę roznosili kolejno po sobie Rotten Sound i Devourment. Chwilą na złapanie oddechu okazał się Sodom reprezentujący oldschoolowe i raczej prymitywne podejście do thrash metalowej klasyki, która w jego wykonaniu na Obscene Extreme zabrzmiała… podobnie jak Vader. Krwiście, mięsiście i to w momencie, kiedy myślałem, że zobaczenie dobrze wyprodukowanego show trio z Niemiec jest niemożliwe. Brzmienie mieli, jak Motorhead w najlepszych latach, a kiedy zabrzmiał cover „Iron Fist” nagle wszystkie ich inspiracje stały się jasne.

Cattle Decapitation zostawiłem sobie na koniec. Bo oglądanie czegokolwiek po nich byłoby jakąś wykwalifikowaną formą masochizmu. Powrócili w zeszłym roku wraz z albumem „The Anthropocene Extinction”. To wydawnictwo i aktualne koncerty Cattle Decapitation otwierają jakiś zupełnie nowy rozdział w historii metalu. Chociaż to wydawało się niemożliwe, ale Amerykanie odkryli portal przenoszący w przyszłość jakości tej muzyki. To była godzina zagłady i totalnego zniszczenia. Szczerze powiedziawszy nie wiem, czy na dzień dzisiejszy istnieje ekstremalny zespół grający tak ciekawie, inteligentnie, żeby nie użyć słowa „progresywnie”, tak dobrze wyprodukowany, jak Cattle Decapitation. Ciekawe, jak dalej będzie się to rozwijać. 

Obscene Extreme - Cattle Decapitation

Bardzo ciężko pisze się relacje z takich wydarzeń, jak Obscene Extreme, bo w którymś momencie człowiek musi zadać sobie pytanie, czy chodzi tu jeszcze o oglądanie koncertów, czy o samą zabawę. Gdzie wszystkie zespoły są praktycznie tak samo ciężkie, głośne, ekstremalne, tak bardzo… grindowe. Prawda pewnie jak zawsze leży pośrodku, tymczasem pewne jest jedno – wzięliśmy udział w kolejnej, udanej edycji imprezy.

Add comment

Pamiętaj aby przestrzegać Regulaminu dodawania komentarzy

Security code
Refresh